W okolicach godziny 8:00 spotkaliśmy się przed Szkołą Podstawową nr 1. Chwilę później rozpoczął się proces ładowania sprzętu, plecaków, toreb i walizek z ekwipunkiem na siedmiodniową lub roczną wyprawę – w zależności od rozmiarów (chyba). W każdym razie spakowaliśmy się, pożegnaliśmy z rodzicami i zapakowaliśmy do autokaru.
Pan Sławek, doświadczony kierowca, bezpiecznie przywiózł nas do Ośrodka Edukacji Przyrodniczej w Chalinie. Na miejscu wypakowaliśmy się z autokaru, zabraliśmy nasz ekwipunek oraz cały ten dziwny sprzęt zapakowany w skrzyniach i nie tylko (lornetki, busole, szkło laboratoryjne, słoiki, kitle, kubki, piłki, miecze, zbroje, tarcze, hełmy i jeszcze mnóstwo innych zaskakujących rzeczy). Chwilę później dotarła do nas Pani Ewa małym, czerwonym, opancerzonym samochodem transportowym do zadań specjalnych. Zostaliśmy podzieleni na pokoje – w większości daliśmy sobie radę całkowicie sami. Niektórzy, co prawda, próbowali uzyskać zgodę na zmieszczenie się w piątkę w trzyosobowym pokoju, ale ostatecznie udało się przekonać do wykorzystania opcji dwu- i trzyosobowego. Gdy każdy miał już swój pokój, nadszedł czas na podjęcie pierwszego poważnego wyzwania – pościelenia łóżka. Niektórzy zmierzyli się z tą czynnością po raz pierwszy w życiu – w każdym razie tak mówili. Krótki kurs i w ciągu 30 minut każdy poradził sobie z naciągnięciem powłoczki na poduszkę, na kołdrę, a także z ułożeniem prześcieradła. Jeszcze chwilka na rozpakowanie się, a następnie pan Jarek – kierownik ośrodka – przedstawił nam obowiązujące zasady.
W końcu nadszedł czas na pierwsze zajęcia. Pan Jakub zabrał nas na spacer po okolicy. Co prawda trwał on prawie trzy godziny, ale dowiedzieliśmy się sporo ciekawych rzeczy, a bywalcy Chalina mogli porównać wersję nowego przewodnika z usłyszanymi wcześniej. Prosto ze spaceru wróciliśmy na obiad – dziś w menu była pomidorowa, duszone pyry, nóżka z kurczaka, marchewka i kompot. Porcje były gigantyczne! Mało kto dał radę pochłonąć całość!
Po zasileniu akumulatorów obiadem, mieliśmy pół godzinny czasu na uleżenie się jedzenia w brzuchu – czyli obowiązkowe „pół godziny dla słoniny”. Kolejnym elementem programu były gry i zabawy na świeżym powietrzu.
O godzinie 16:00 pani Karolina zabrała nas na zajęcia z astronomii – rozmawialiśmy o Układzie Słonecznym, planetoidach i o tym wszystkim, co się dzieje w Wielkim Wszechświecie. Następnie mieliśmy możliwość zajrzenia do kapsuły teleskopu astronomicznego – niektórzy mogliby pomylić taki wynalazek z latającym statkiem kosmicznym.
Pozostaliśmy na dworze, by ćwiczyć naszą pamięć grając w rękawicę mocy – teraz już wszyscy znają większość imion pozostałych uczestników naszych warsztatów. Grę przerwała nam kolacja. Po posiłku ponownie nadszedł czas na rekreację na boisku, przeciąganie liny, a także malowanie kubków – teraz już każdy ma swój własny przez siebie ozdobiony. Wszystkie są piękne, ale niektóre to prawdziwe dzieła sztuki!
Zabawę zakończyliśmy dopiero w okolicy 20:30, kiedy to nadszedł czas na powitalne ognisko z kiełbaskami. Nim kiełbaski były gotowe, harcerze z Hermesa i Aranei dali popis swoich umiejętności wokalnych. Naprawdę rewelacja – ciekawe, czy na obozie harcerskim też tak pięknie i z takim zaangażowaniem śpiewają sami z własnej woli.
Po uczcie kiełbasiano-bułecznej, nadszedł czas na wieczorną toaletę. O godzinie 23:00 każdy znajdował się już w swoim łóżku, gotowy do snu. Niektórzy z zasypianiem mieli nieco problemu, ale w końcu wszystkim się udało.
Odkąd cisza nocna zapanowała, kadra dzielnie pompuje wodą rękawiczki na jutrzejsze zajęcia. Oj, będzie się działo!
Do usłyszenia jutro.
Poniżej link do zdjęć – zdjęcia wczytują się dość powoli – jedno około 15 minut, więc prosimy o cierpliwość i zajrzenie tu dopiero jutro koło południa.
Link ze zdjęciami
PS. Jutro czeka nas wycieczka do Sierakowa, w związku z czym obiad będzie później niż zwykle – dopiero o 15:00. Można zatem próbować kontaktować się z dziećmi pomiędzy 16:00 a 16:45. Życzymy powodzenia i dużo samozaparcia, gdyż zasięg ma swoje kaprysy.
