2019.08.06. Dzień 2

Drugi dzień obozu rozpoczął się jeszcze w nocy – o 7:15 od gromkiego okrzyku „Obóz, pobudka, pobudka wstać! Przygotowanie do zaprawy czas jedna minuta”. Pięć minut później (czas na obozie zwykle jest dość subiektywny) – zbiórka przed budynkiem w obuwiu do biegania. Na czas udało się dotrzeć prawie wszystkim – zaginiona czwórka miała później specjalną rozgrzewkę dla tych, którzy potrzebują indywidualnego podejścia. Rozgrzewka w wersji standard trwała cztery minuty. W wersji premium osiem – może jutro wszyscy jednak zbiorą się na czas? W trakcie śniadania mieliśmy misję uszykowania sobie kanapek na drugie śniadanie. Przecież czekała nas wycieczka!

Zapakowaliśmy się do autokaru i pomknęliśmy do Sierakowa zgłębiać tajemnice Zamku Opalińskich. Przecudnie nam o nich opowiadał pan Jarek. Wiedza naszego kierownika ośrodka jest przeogromna. Opowieść o Opalińskich i Sierakowie obfitowała w informacyjne perełki. Teraz każdy z nas wie, skąd się wzięła nazwa gminy Szczytniki, w jak sposób powstaje dłubanka, czym się różnią majtki od gaci, po co komu lodownia i jaką rolę na dworze angielskim pełnił kawaler stolca… Po zwiedzaniu zamku i wysłuchaniu przewodnika, nadszedł czas na przymierzanie strojów z początków Państwa Polskiego, a nawet mini turniej rycerski. Na przedzamczu nasi rycerze zmierzyli się w konkurencji „wróg u bram”, a także w przeciąganiu liny. Po turnieju nagroda dla wszystkich: poszliśmy na lody.

Kolejnym punktem programu był pobyt w Centrum Edukacji Regionalnej i Przyrodniczej w Mniszkach. Najpierw wysłuchaliśmy opowieści o dokonaniach Ernesta, który sprowadził wiklinę amerykańską do Europy. Przewodnik muzealny aktywizował nas i powierzał role w szytym na miarę przedstawieniu. Gdy z historią wikliny zostaliśmy zapoznani i przeszkoleni w wikliniarstwie, przystąpiliśmy do wyplatania – każdy miał za zadanie wypleść wóz z wikliny. Niektórzy, którym zdarzyło się wcześniej mieć do czynienia z Mniszkami, troszeczkę odeszli od schematów i dali się ponieść fantazji. I tak, poza pięknymi wozami, mamy zadaszone wozy, wózki dla lalek i traktor. W końcu, jak się dowiedzieliśmy podczas szkolenia, z wikliny można zrobić wszystko – ogranicza nas tylko własna wyobraźnia.

Następnie ponownie swoją wiedzą mógł się pochwalić pan Jarek. Ponieważ do obiadu było niewiele czasu, nasz przewodnik bardzo treściwie, ale także niezwykle ciekawie sprzedawał kolejne ciekawostki dotyczące eksponatów. W Mniszkach mieliśmy okazję poznać zamierające zawody takie jak kowal, szewc, praczka, bartnik. Byliśmy także w izbie kuchennej i składzie. Pomimo wakacji odwiedziliśmy szkołę. Kałamarz, elementarz Falskiego, klęczenie na grochu i rózga nie są nam już obce. Następnie zapakowaliśmy się do autokaru i pojechaliśmy do Chalina na obiad.

Dzisiaj kuchnia serwowała nam zupę z kluseczkami, kalafiorem i marchewką. Na drugie danie pyry, modra kapusta i mielone. Następnie półgodziny dla słoniny i pół godziny czasu zajęć własnych, tym razem w budynku..

Kolejne zajęcia wymagały od nas specjalnego stroju – stroju kąpielowego i ręczników. Nie, nie poszliśmy nad jezioro. Dzisiejsze zajęcia kadra przygotowywała dużo wcześniej napełniając wodą baloniki i lateksowe rękawiczki zw. flejtuchami. To takie nasze obozowe zwierzątka. Dzieci po powrocie będą mogły Państwu opowiedzieć zdecydowanie więcej o tym ciekawym gatunku, a może ktoś zapragnie mieć własne?

Wielka Bitwa na balony z wodą i flejtuchy podzielona była na kila etapów:

  • parami bombardowanie pary przeciwnej x2
  • parami dbanie o jak największą liczbę podrzutów
  • parami przerzucanie balonów parze przeciwnej x2
  • parami żonglowanie balonami wraz z parą przeciwną
  • parami podrzucanie balonu jak największą liczbę razy jak najwyżej
  • parami uczenie flejtucha latania jak najwyżej
  • parami przerzucanie flejtucha parze przeciwnej jak największą liczbę razy
  • flejtuchowe dwa ognie
  • dzieci w czterech ogniach wychowawców/czterech wychowawców w 36 ogniach uczestników pod warunkiem złapania pocisku od kadry

Zabawa była przednia. Podobała się nawet tym wszystkim, którzy na początku protestowali.

Zaraz po bitwie podczas sprzątania pola pełnego balonowych resztek, zaczęło mocnej wiać, a w trakcie naszej kolacji rozpętała się burza, która zakończyła się jeszcze przed końcem posiłku.

Wieczorem przeszliśmy do wigwamu. Zamieniliśmy się w zbrojmistrzów i wykonywaliśmy hełmy, a dokładniej szyszaki – przepis jest dość prosty. Słoik (jako podstawka), balon, mąka pszennej, woda, wuchta pociętej w paski makulatury i dwie ręce. Papierowe paski sklejone spoiwem mączno- wodnym dają niesamowicie trwały efekt. Każdy przygotował szyszak na swój balonowy model głowy. Przy okazji udało się nam potwierdzić powiedzenie, że dzieci dzielą się na szczęśliwe i czyste. Nasze zdecydowanie czyste nie były…

Dzień zakończyliśmy pracowitym zmywaniem mąki z siebie i okolic.

Zdjęcia – dzisiaj część, reszta jutro

PS.

Jutro obiad o 14:00, więc można próbować złapać kontakt z dziećmi między 14:45, a 15:45. Niech moc będzie z Wami!