Dzień rozpoczął się standardowo od pobudki: „Obóz – pobudka, pobudka wstać! Przygotowanie do rozgrzewki! Czas: 5 minut.” Jak się Państwo domyślają następnie rozgrzewka, poranna toaleta, śniadanie. Piątek 9.08. to nie jest najzwyklejszy dzień obozu, ponieważ dzisiaj przypada Wielki Dzień Pszczoły. Małe zwierzątko, bez którego życie na powierzchni Ziemi przestałoby istnieć, a wodne zostałoby zepchnięte na granice wyginięcia. Po śniadaniu pan pszczelarz oprowadził nas po wystawie poświęconej pszczołom i odpowiedział na liczne, nurtujące słuchaczy pytania. Następnie, po przerwie „podwieczorkowej” podzieliliśmy się na cztery grupy: Alfa i Omega, Silvertape teams, Kozie bobki oraz dwójki. Alfa i Omega rozpoczęła od gry terenowej, pozostałe ekipy poszły najpierw na zajęcia plastyczne do wigwamu, gdzie mieliśmy okazję robić świece z pszczelego wosku. Nim przystąpiliśmy do kolejnego zadania, jakim było wyprodukowanie pszczółek i innych owadów z filcu, wełny, drucików, wstążek, kleju i wielu innych niezbędnych materiałów takich jak oczka, krętliki, karabinki breloczkowe itp., kolejna ekipa wyruszyła na trasę gry terenowej. Gra terenowa polegała na pomocy pszczółce Obrostce, która właśnie postanowiła zamieszkać w okolicy Chalina. Na ośmiu punktach zgłębialiśmy tajemnice pszczół i innych zapylaczy. Teraz już wiemy, że pszczoły na czas lotu łączą skrzydełka w jeden duży trójkącik przypominający lotnię, a robią to za pomocą specjalnych haczyków. Wiemy także, że pszczoła porusza się z prędkością 6 razy większą niż człowiek (idący 2 kroki/s). Ekipy, które nie mogły wyżyć się artystycznie, mogły dokończyć swoje prace po grze. Kozie bobki, które wyruszyły ostatnie, grę zakończyły 5 minut po rozpoczęciu obiadu, ale udało się wszystkim cel gry osiągnąć.
Po obiedzie nadszedł czas na nagrodzenie uczestników gry smyczami, notesami, a także grą super memo. Po półgodzinie czasu wolnego na placu zabaw rozpoczął się najprawdziwszy turniej rycerski. Każdy mógł zmierzyć się w siłowaniu na rękę, rzucie oszczepem, walce na miecze, a także kręciołku. Emocji było naprawdę sporo. W turnieju braliśmy udział, aż do kolacji.
Zaraz po kolacji odbyła się walka na łokcie pomiędzy panią Ewą, a panią Edytą. Powiem tylko że wygrała pani, której pełne imię zaczyna się na literę E. Dzieci głośno kibicowały swoim faworytom, dopingując zawodniczki do czystej gry.
Ostatnia konkurencja turnieju to gonitwa, czyli walka na kopie Każdy, kto chciał, mógł się zmierzyć z innym chętnym rycerzem. Na placu mieliśmy rumaka bojowego – pana Sławka, źrebaka Alana, a także w jednej walce kucyka Pony. Dość szybko okazało się, że kucyk to nie jest zwierzę turniejowe. W ostatniej walce rycerz Alan zmierzył się z rycerzem Maciejem korzystając z klaczy bojowej. Wygrał! Ogier się speszył i zaczął taktyczny odwrót. W końcu jednak odwaga wstąpiła w serce ogiera, stanął do walki i rycerz Maciej poległ miażdżąc kopyta swojemu koniowi.
Rycerze, nim stanęli naprzeciw siebie, przywdziewali, z pomocą sztabu giermków, tunikę, zbroję płytową i szyszak. Oręż stanowiła kopia. Rycerza chronił szczyt (tarcza).
Po turnieju, przed wieczorną toaletą i ciszą nocną, została jeszcze chwila na zabawy i gry rekreacyjne na boiskach i placu zabaw.
Zdjęcia (niestety będą się jeszcze troszkę wczytywać)
