2019.08.08. Dzień 4

Dzisiaj w planach była wycieczka do MRU (Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego), dlatego poranny odgłos „Pobudka, pobudka wstać!” rozbrzmiał wcześniej – już o 7:00. Zaraz po pobudce rozgrzewka – tym razem w wersji muzycznej, westernowej. Po rozgrzewce ogarnęliśmy się i spakowaliśmy na wycieczkę zgodnie z check listą. O 8:00 nadszedł czas na śniadanie i przygotowywanie sobie kanapek na drogę. W okolicach 8:40 byliśmy już gotowi do wyruszenia w podróż do Nietoperka, czyli miejscowości, obok której zaczyna się krótka trasa wycieczkowa. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wspólnego zdjęcia na czołgu. Następnie weszliśmy do izby, gdzie poza strojami, mogliśmy podziwiać drobny sprzęt wojskowy, a przede wszystkim, z pomocą map i opowieści przewodnika, wyobrazić sobie rozmach Niemców przy budowie umocnień. Taka sieć fortyfikacji naprawdę robi wrażenie. Tym bardziej, że budowano ją w tajemnicy, wbrew ustaleniom Traktatu Wersalskiego, a cała Europa patrzyła Niemcom na ręce.

Co tu dużo mówić – zeszliśmy do środka, potem niżej, jeszcze niżej i jeszcze, a tam wszędzie ściany grube na 1,5 m. Dowiedzieliśmy się, że budowa została przerwana i nigdy nie została dokończona. Cóż plany się zmieniają, a to tylko kilka miliardów marek wyrzuconych w błoto… Kto bogatemu zabroni? Mieliśmy okazję także przejechać się po podziemnych korytarzach wąskotorową drezyną.

Po przejściu całej trasy krótkiej, wróciliśmy, przedzierając się przez zęby smoka. Ciekawy wynalazek…

Gdy podziękowaliśmy już przewodnikowi za ultra ciekawe oprowadzanie nadszedł czas na II śniadanie, przedpołudniowy „podwieczorek”, suwenirki i inne gluty.

Kolejnym punktem naszej wycieczki był Pszczew. Zwiedzaliśmy kościół pw. św. Marii Magdaleny i Szwedzką Górkę, zwana też Górką Księdza. Mieliśmy szczęście – kościół jest w remoncie po raz pierwszy od trzystu lat. Częściowo wnętrzom przywrócono już dawny blask. Taka okazja nie trafia się każdemu. Wnętrze zadziwiające, piękne elementy dekoracyjne, często wydobyte spod olejnicy. Jak remont zostanie zakończony efekt będzie na pewno jeszcze lepszy.

Z wycieczki wróciliśmy prosto na obiad. Po obiedzie każdy miał chwilę dla siebie. Zajęcia popołudniowe to to, co tygryski lubią najbardziej, a więc eksperymenty naukowe. Podzieliliśmy się na dziewięć grup i każdy przystąpił do wykonywania doświadczeń:

  • rozdzielanie barwników z liści metodą chromatografii bibułowej,
  • zaczarowane jajko,
  • ruchy konwekcyjne wody i powietrza,
  • domowa lampa lawa,
  • szalona piana, czyli pasta do zębów dla słonia,
  • zaczarowany kubek,
  • węże faraona,

Doświadczenia musieliśmy przerwać z uwagi na kolację, ale zaraz po niej wróciliśmy do eksperymentów. W okolicy 22:00, gdy juz odpowiednio ciemno zrobiło się wokół, wybraliśmy się na wieczorne podziwianie nieba. Nieboskłon był obłędny, a mnogość gwiazd i gwiazdozbiorów rewelacyjna. Udało nam się dostrzec nawet dwie planety: Jowisza i Saturna. Niektórzy mieli problem, by się zmusić do oderwania wzroku od tych plamek na aksamicie nieba. Robiło się jednak chłodno i późno… Po nocnych obserwacjach poszliśmy spać.

Zdjęcia